Historia Zyty: Nie trzeba być zabitym, by umrzeć

W czasie II wojny światowej tysiące polskich dzieci zostało porwanych przez nazistów w celu „zniemczenia”. Wywózka do Niemiec, a następnie oderwanie od kochającej rodziny w Austrii to podwójna trauma 83-letniej Zyty Suś.

W 30-metrowym mieszkaniu na warszawskiej Pradze są dwie klatki z papużkami, akwarium, duża stojąca suszarka do włosów z zakładu fryzjerskiego z lat 80., dwupoziomowe łóżko i liczne doniczki z kwiatami.

Kuchenka gazowa jest w przedpokoju, a na kuchennym blacie, który służy jednocześnie za stół jadalny, piętrzy się stos surowych ćwiartek kurczaka, które 83-letnia właścicielka tego królestwa Zyta Suś po kolei wrzuca do garnków. Właśnie przyrządza obiad na parę dni dla dwunastu kotów, które z całej okolicy zejdą się na podwórko specjalnie dla niej.

Dziewczynka numer 129

Znad łóżka spogląda na to wszystko rezolutna ośmiolatka. Gdyby nie numer, którym opatrzono zdjęcie, mogłaby to być zwykła fotografia dumnej uczennicy.

To mała Zyta Suś. W 1942 roku staje się dzieckiem o numerze 129, wraz z tysiącami dzieci w Polsce i innych krajach okupowanych przez III Rzeszę, przeznaczonym do germanizacji. Nazwisko Suś zmieniono na Suse.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *